Na odosobnieniu, wśród pięknych rozległych lasów szpilkowych wznosi się na pograniczu wiosek Święcan i Lisowa, w przysiołku Ryczak, na znacznej wyniosłości, dość pokaźna góra, o ścianach z trzech stron spadzistych, otoczona bezimiennym potokiem, obfitującym w raki, który stanowi naturalną granicę pomiędzy Święcanami a Siepietnica i wpada do Olszynki.
U stóp owej wyniosłości znajduje się kilka domostw chłopskich, okolonych sadami owocowymi, pobliskich zaś lasów korzysta tutejsza ludność w porze letniej ze zbiorów grzybów, poziomek, malin i czernic, które obficie w nich rosną. Według starego podania, na górze tej miano „Grodziska” po dziś dzień noszącej, miał w dawnych czasach znajdować się gród, czyli zamek, nie tylko z pewnością do obrony, jak daje się to zauważyć z samego położenia góry, do innych celów strategicznych, w dawnych czasach praktykowanych służący lub też prawdopodobniej jako zamek myśliwski, dla wygody w czasie częstych łowów urządzanych przez właścicieli rozległych dóbr i ogromnych lasów, w tysiące morgów idący, a ciągnący się naówczas nieprzerwanym pasmem przez Lisów, Święcany, Jabłonicę, Lipnicę i Czermną aż hen do szczytów Liwocza i Zamczyska w Krajowicach pod Jasłem.
Żadnych śladów z zamku nie pozostało. Zburzony widocznie w czasach napadów tatarskich, nie odebrał w historii naszej Ojczyzny żadnej ważniejszej roli, a znaczenie jego strategiczne łączyło się chyba ściśle z warownią w Bieczu, oddaloną od Grodziska około 5 km. Pozostało po nim jedynie legendarne podanie wśród tutejszego ludu, że połączony był podziemnym chodnikiem, sklepionym tunelem z biecka warownią, po którym widoczny jest po dziś dzień otwór, w części zasypany ziemią, częścią widoczny, niezbadanej długości, z powodu swej szczupłości oraz legenda o ogromnych , żelaznych drzwiach, zamykających ten otwór.
Przywiązana jest do „Grodziska” następująca legenda. W czasie napadu tatarskiego schroniła się w murach Grodziska oraz podziemnym tunelu okoliczna szlachta i lud wiejski, kobiety i starcy ze swym dobytkiem. Tatarzy rozłożyli się obozem w okolicznych wioskach i lasach, a wszystkie mieszkania znaleźli opróżnione, które następnie zamienili w kupę gruzów. Dziwno im było, gdzie mogła ukryć się cała ludność wraz z dobytkiem i znikąd nie mogli się o tym dowiedzieć. Wysłali więc kilka swoich oddziałów na zwiady dla przeszukania okolicznych lasów i złapania kogoś z żyjących, by zasięgnąć w tej sprawie języka. Dopiero w trzecim dniu poszukiwań zdołali rzeczywiście odnaleźć z gąszczu leśnym Lisowa ukrytą starą kobietę, która męczona przez Tatarów, zdradziła im „grodzisko” i podziemny tunel. Toteż zaraz następnej nocy urządzili oni zbrojny napad na grodzisko, zamek zdobyli i spalili, a znajdującą się w nim załogę i schronioną tam ludność w pień wycieli.
Od tego czasu zamek z gruzów się nie podźwignął. Pozostała po nim po dzień dzisiejszy tylko nazwa góry „Grodzisko”, zbocza zaś tej góry noszą miano „winnica”, z powodu swego słonecznego położenia, następnie nieznaczny otwór, niezbadanej długości, podobny do lisiej nory, ów legendarny, podziemny tunel do Biecza. „Grodzisko” dziś zaorane, przemienione w urodzajne pole, winnica zaś zamiast wina, dostarcza swemu właścicielowi doborowego zboża.
Źródło: "Piotr Wenc pisarz ludowy ze Święcan"
Wydawca: Stowarzyszenie Miłośników Skołyszyna i Okolic w Skołyszynie
ISBN 83-86744-75-8
Rok wydania 1997